blog rowerowy

informacje

baton rowerowy bikestats.pl

Znajomi

wszyscy znajomi(26)

wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy sq3mko.bikestats.pl

linki

Wpisy archiwalne w kategorii

Ze zdjęciami

Dystans całkowity:18782.79 km (w terenie 1059.30 km; 5.64%)
Czas w ruchu:847:53
Średnia prędkość:21.97 km/h
Maksymalna prędkość:75.90 km/h
Suma podjazdów:9265 m
Maks. tętno maksymalne:169 (83 %)
Maks. tętno średnie:124 (61 %)
Suma kalorii:15540 kcal
Liczba aktywności:178
Średnio na aktywność:105.52 km i 4h 55m
Więcej statystyk

Dzień Dziecka- dzień 3 :)

Sobota, 2 czerwca 2012 | dodano:04.06.2012Kategoria Ze zdjęciami, 0-50km
Km:23.63Km teren:1.00 Czas:01:17km/h:18.41
Pr. maks.:43.90Temperatura: HRmax:(%)HRavg(%)
Kalorie:kcalPodjazdy:mRower:Kellys Magic
Z racji imprezy urodzinowej w dom mojego taty musieliśmy już wracać, a szkoda bo fajnie by było zostać do niedzieli na przykład :) Pogoda też nie była dobra w sumie można powiedzieć zła. Zimno strasznie i wiatr który byśmy mieli cały czas w twarz. Tak więc postanowiliśmy wrócić parę min po 11 jedziemy do skoków na Dworzec. Jesteśmy trochę za wcześnie. Na szczęście dworzec był otwarty i osłonięci od wiatru czekamy sobie na szynobusa. To nasze rumaki:




Parę min przed odjazdem przychodzi pan sprzedający bilety. Zakupiłem bilety i poszliśmy na peron poczkać na nasz pojazd. Udało mi się całkiem ładną fotkę Marcie zrobić:



Niestety nie zrobiłem zdjęcia szynobusa, ale podsyłam link do galerii wujka google to tu --> Galeria :)


Z dworca w poznaniu jadę odprowadzić Martę i pod morderczy porywsity wiatr wracam do domu. Moja prędkość rzadko przekraczała 20km/h :p


Pierwszy wyjazd z Martą z sakwami uważam za udany. Dziękuję! :* mam nadzieję, że uda nam się powtórzyć jeszcze parę razy coś podobnego :)

Dzień Dziecka- dzień 2 :)

Piątek, 1 czerwca 2012 | dodano:04.06.2012Kategoria Ze zdjęciami, 0-50km
Km:19.80Km teren:4.00 Czas:01:16km/h:15.63
Pr. maks.:60.80Temperatura: HRmax:(%)HRavg(%)
Kalorie:kcalPodjazdy:mRower:Kellys Magic
Dzisiaj pogoda nie rozpieszczała do jazdy. Dodatkowo Martę bolał po wczoraj tyłek. Tak więc od rana gramy w karty, ale ile można grać w karty? Tak więc po południu ruszamy na spacer. Udało mi się zrobić całkiem ładną fotkę:


Chociaż z drugiej strony taka fotka i żadna wielka filozofia. Pewnie taki komentarz bym dostał od ludzi, którzy na prawdę znają się na fotografii.
Dalej idziemy w kierunku krzyżówki, aby zobaczyć tam owce:


Powrót do domu przez las napawał optymizmem, że się trochę rozpogodziło. Nawet słońce wyszło:


Tak więc po powrocie przebieramy się i jedziemy do Budziszewska na lody.

W drodze powrotnej mieliśmy zahaczyć przez jezioro, ale droga która kiedyś z kuzynem jechałem była zbyt wymagająca i pojechaliśmy przez Potrzanowo. Tam przerwa pod sklepem licząc, że nie jest zamknięty. Jednak był, więc dziewczyny jadą do domu, a ja z Kamilem do Skoków do polo market po chipsy na wieczorne granie w karty :)


Tak minął dzień 2. Gdyby była pogoda na pewno byśmy pojechali, gdzieś dalej. Martę bym na pewno na mówił.

Dzień Dziecka- dzień 1 :)

Czwartek, 31 maja 2012 | dodano:04.06.2012Kategoria Ze zdjęciami, 50-100km
Km:79.90Km teren:8.00 Czas:04:31km/h:17.69
Pr. maks.:43.60Temperatura: HRmax:(%)HRavg(%)
Kalorie:kcalPodjazdy:mRower:Kellys Magic
Pierwszy wyjazd z sakwami w tym roku. Może dystans nie powala, może ilość dni i czas spędzony nie jest jakiś wielki. Jednak ważne jest fakt, iż udało mi się wyjechać na taki wyjazd z Martą. Sam pomysł narodził się w niedziele jak byliśmy u mojej babci w Budziszewicach. Do głowy przyszedł mi pomysł odwiedzenie kuzynostwa rowerami. Zaproponowałem Marcie taki wyjazd. Początkowo nie była chętna z racji na odległość jaką musieliśmy pokonać, ale w końcu dała się namówić.

W sam dzień wyjazdu jestem u Marty parę minut po 11. Wrzucamy jej rzeczy do sakwy i ruszamy. Początkowo chodnikami przedzieramy przez Poznań. W miedzy czasie Marta wychodzi z propozycją, że robimy przerwy co 10km. Zaskoczyła mnie trochę nie powiem. Jej dotychczasowy rekord to było ok 35 km. Podczas tego wyjazdu miała ponad godzinną przerwę u koleżanki. Tak więc jak było umówione po 10 km stajemy pod skelepem za przejazdem kolejowym.




W sklepie kupujemy po lodzie i drożdżowce. Po niecałych około 10 minutach jedziemy dalej. Dwa podjazdy jakie na tej trasie występują Marta pokonuje bez zatrzymania się. Jedziemy dobrze mi znaną trasą przez Biedrusko. W miedzy czasie Marta bije swój rekord prędkość na jednej z górek. Ruch na tym odcinku też był całkiem spory. Po ponad 20 km robimy drugą przerwę w sklepie w Biedrusku. Tam zakupujemy wodę i całkiem szybko ruszamy w dalszą trasę. Przecinamy Wartę w Promnicach. Przejeżdżamy przez nieczynną obwodnicę Murowanej Gośliny i zatrzymujemy się w biedronce. Tam robię zakupy. Tym razem więcej jedzenia, niż picia w miedzy czasie przychodzi koleżanka Marty. Chwila rozmowy konsumpcji zakupionych pyszności biedronkowych i czas w dalszą drogę. Za Murowaną jest bardzo ładna ścieżka rowerowa którą docieramy do rozwidlenia na Rogoźno i Skoki. My jednak lecimy mniej uczęszczaną drogą na Rogoźno. Po kilku km za Długą Gośliną skręcamy na Łoskoń Stary, gdzie się kończy już asfalt. Robimy sobie przerwę:



Ten odcinek dla Marty był najgorszy w sumie jej się nie dziwie. Piach tarka i kamienie to nie jest sprzyjające podłoże do jazdy po tylu kilometrach. Dojeżdżamy do Budziszewic. I na krzyżówce podejmujemy decyzję, że jedziemy po moje kuzynostwo, które właśnie wraca ze szkoły. Idealnie można rzecz czasowo się zgraliśmy. W czwórkę jedziemy już do domu:






Po przybyciu i zjedzeniu czegoś konkretnego poszedłem rozbić namiot w celu sprawdzenia w jakim jest stanie. Ostatni raz był używany podczas wyprawy na Hel z zeszłym roku. Nie jest najgorzej:




Potem poszliśmy na spacer. W miedzy czasie urodził się pomysł, aby pojechać na pizzę. Jednak Marta miała dość roweru na dziś i Patrycji też się nie chciało, więc pojechałem po nią sam z kuzynem. Udało mi się dowieź ją całą i zdrową:




Tak właśnie minął dzień pierwszy. Gratulacje dla Marty, w końcu zrobiła ponad 45km z czasem rzeczywistym około 4h :) Jestem z niej naprawdę dumny. Jeśli nie zniechęci się będą z niej ,,ludzie" no bardziej rowerzyści :P

Poznań -> Toruń, czyli coraz bliżej do celu na ten sezon :)

Sobota, 20 listopada 2010 | dodano:20.11.2010Kategoria Ze zdjęciami, 200-300km
Km:206.44Km teren:0.00 Czas:08:48km/h:23.46
Pr. maks.:59.09Temperatura:5.0 HRmax:169( 83%)HRavg124( 61%)
Kalorie:kcalPodjazdy:617mRower:Kellys Magic
Nie będę za dużo opisywał. Dzisiaj bardziej wybiorę fotorelacje :) Powiem jedynie klika szczegółów. Chcieliśmy wyjechać o 4, ale wszyscy zaspali i wyjechaliśmy o 6. Jechaliśmy w 3 Młody (brat) Artur (sąsiad) i ja. Gdy ruszyliśmy całe szczęście nie padało. Pierwszą przerwę robimy kolo malty. Tam mieliśmy mały problem techniczny z moim siodełkiem, ale po chwili wszystko wróciło do normy. Dalej jedziemy krajową 5, aż do Pobiedzisk:



Po drodze krótka przerwa na foto wiatraka:


i szczeniaka który się do mnie ,,tulił":


Tam przerwa na siku i fotkę. Cały czas trzymając się głównej docieramy do Gniezna. Robimy fotę przy tablicy:


I jedziemy na ryneczek ( mój rower na ryneczku):

I fota Katedry od drugiej strony:


Dalej na śniadanie do maca i i lecimy dalej na Inowrocław. Po drodze mijamy tablicę województwa (pierwszy raz jestem w tym woj. rowerem :)


Następna przerwę robimy w Inowrocławiu. Przed samym miastem był ok 3km korek :P
Pewne przez niego nie zauważyliśmy tablicy. Rynku w sumie jako tak tam nie było, ale za to po drodze mijaliśmy bardzo ładny kościół:


Po zrobieniu fotek kierujemy się już na sam Toruń. Po drodze robimy z 2 przerwy na siku. Niestety przez całą drogę do Torunia padało... W końcu docieramy do Torunia:


Po zrobieniu fotek przy tablicy jedziemy na PKP kupić bilet i dalej na Stare Miasto. Po drodze przejeżdżamy przez bardzo długi most:(nazwę zapomniałem, wiem że jakiegoś króla :)





Pierwsze co jedziemy po dom Kopernika:


Dalej na deptak:


i pod pomnik Mikołaja:


Później kupić sobie jakąś małą pamiątkę i na jedzenie. Pojechaliśmy do telepizzy. U ku mojemu zdziwieniu jak się zapytałem czy możemy wprowadzić rowery do środka do bardzo miła pani zgodziła się, tak to mniej więcej wyglądało:


Po najedzeniu się jedziemy do lidla i na dworzec. W pociągu baaardzo ciepło zostałem miło zaskoczony. A to mój rumak w pociągu.



Dwoma słowami zakończenia powiem tak: Było ZAJE**SCIE :)

Aha po przyjechaniu do domu stwierdziłem że dałbym radę dokręcić do 265 aby być pierwszym w listopadzie, ale bym został pewnie komentarze typu jeździ dla km. Dla mnie przyjdzie jeszcze czas ;p

Pozdrawiam!!! Jeśli Ci się podobała wycieczka moja zostaw komentarz :)


Aha mój cel to 10k :)

Polska Egzotyczna-dzień6: Rekord jazdy z sakwami :)

Sobota, 24 lipca 2010 | dodano:27.08.2010Kategoria Polska egzotyczna 2010, Ze zdjęciami, 200-300km
Km:221.90Km teren:10.00 Czas:10:35km/h:20.97
Pr. maks.:41.10Temperatura:28.0 HRmax:(%)HRavg(%)
Kalorie:kcalPodjazdy:mRower:Kellys Magic
Nadszedł dzień 6. Tego dnia nasza 3 osobowa wycieczka zmienia się w 2, gdyż Jarzyna jedzie bezpośrednio do domu (tzn. na pociąg do Chełma). W trasę wyruszamy koło 9. Już na samym początku było wiadomo, że ten dzień nie będzie łatwy, ponieważ będziemy jechać cały czas pod wiatr i to dość spory... Pierwszą przerwę robimy pod sklepem we Włodawie. Uzupełniamy płyny i jedziemy dalej. Następny postój robimy na terenie byłego obozu zakłady Sobibór:




Po zwiedzeniu jedziemy dalej. Niestety z zachodu docierają do nas czarne chmury.





W obawie, że nas złapie deszcz ruszamy trochę szybciej. W końcu docieramy do Dorohuska. Pod granicą gigantyczne korki TIR-ów:



Jak to Mateusz ładnie powiedział wczuwamy się w klimat i jedziemy coś zjeść. Można rzec, że tradycyjnie szef kuchni polecił Hamburgery. Przed wyjazdem w dalszą trasę przyleciał z Ukrainy bąk któremu się nie podobała moja żółta koszulka i postanowił mnie użądlić.... Po paru km jazdy znajdujemy jeziorko, gdzie oczywiście się kąpiemy:) Wychodząc z wody już słyszymy jakieś grzmoty. Jadąc dalej na niebie zauważamy takie dziwne coś:


Widząc, że dookoła nas pada, a mniej więcej nad nami grzmi jedziemy jak najszybciej do dużej miejscowości zapomniałem już nazwy aby przeczekać tam deszcz. Rzeczywiście w pewnym stopniu nam to się udało. Będąc pod sklepem rozpadało się na dobre. Po około 15min przestaje padać to my szybko w drogę. Pośpiech jest jednak złym doradcą gdyż poi jakiś 1.5km zaczyna lać i to bardzo konkretnie. My w tym czasie znajdowaliśmy się w środku lasu bez żadnych szans na uniknięcie całkowitego zmoknięcia. To jest chyba winowajca:



Po chwili zatrzymujemy się na przystanku. To mój kellys czekający na słońce:P




Tutaj zapadła decyzja, że jedziemy do Zosina, a później od razu do Chełma. Wyszło nam, że musimy przejechać ponad 200km (po 5 dniach jazdy po około 150km na dzień) jechać w nocy i co gorsza możemy jechać w deszczu. Na szczęście ostatniego udało nam się uniknąć :)Dojechaliśmy do Zosina robimy fotki. Muszę przyznać, że fajne uczucie być na maksymalnym na wschód punkcie Polski :) Nie wiem czemu ale tutaj dostajemy nowych sił i do Hrubieszowa jedziemy cały czas z 30-34km/h :) W owym mieście robimy zakupy na kolacje oraz montujemy lampki i jedziemy dalej. Kilka km za Hrubieszowem robimy kolację:



Sama droga Do Chełma tragiczna na odcinku około 50 km wystąpiły całe 2 zakręty. W tych ciemnicach atrakcja dla nas była chociaż by karetka która widzieliśmy po 10 min jak nas wyprzedziła :P W końcu około 3 w nocy docieramy do Chełma. Bez większych problemów znajdujemy dworzec PKP. Szczesiu znalazł kontakt i ze szczęścia zasnął:





To nasze rowerki na dworcu po prawie 1000km :)




Po odpoczynku (małej drzemce udaliśmy się zobaczyć Chełm:



Dzień suuuper chociaż bardzo męczący. Pociąg mamy o 5.09. Jeszcze jeden dzień został, ale już spokojny :)

Borne Sulinowo, czyli rekord sezonu pobity :)

Sobota, 22 maja 2010 | dodano:23.05.2010Kategoria Ze zdjęciami, 200-300km
Km:237.50Km teren:5.00 Czas:09:30km/h:25.00
Pr. maks.:57.80Temperatura: HRmax:(%)HRavg(%)
Kalorie:kcalPodjazdy:mRower:Kellys Magic
Trasę zaplanowaliśmy początkowo na czerwiec, aby w najkrótsza noc dojechać do Bornego i tam cały dzień sobie zwiedzać. W końcu postanowiliśmy jechać w maju i wyjazd zrobić o 3 w nocy, no ale od początku:


Zacząłem się pakować dopiero w pt około 22 i tu mały ,,zonk" coś strzela w kasecie. Tak więc dzwonie po Mateusza, który już spał (jeszcze raz przepraszam za obudzenie), aby ten przyjechał z kluczem do kaset. Zrobiłem mały serwis w sumie nie działało do końca dobrze, ale dało się jechać. Spać kładę się koło 24 i w sumie po chwili wstaje (około 2) śniadanie spakowanie reszty i około 2.45 w drogę. Ze mną ruszali wspomniany już Mateusz, Tomasz i mój brat. Jedziemy do Plewisk, gdzie spotykamy się z Maciejem. W pełnym już składzie jedziemy do Szamotuł dość dobrym tempem. Jest już w miarę jasno kiedy to docieramy do Szamotuł. Po drodze w sumie nic ciekawego nie było. W samym mieście zatrzymujemy się koło WBK, który i tak był nieczynny:


Po krótkiej przerwie kierujemy się na Obrzycko. Droga mi znana, gdyż tędy jechałem z kuzynem nad morze z 3 lata temu ;P. Po drodze trochę zgłupiałem:


No nic, ale jedziemy dalej według mapy jedziemy dobrze :P. Po chwili wjeżdżamy do Puszczy Noteckiej. Nie jedzie się za dobrze asfalt pozostawia wiele do życzenia życzenia. Po drodze robimy przerwę, gdzieś pod jakimś sklepem, który i tak był zamknięty. Dalej jedziemy do Czarnkowa, gdzie robimy przerwę techniczną pod bankomatem i jedziemy dalej koło browaru:

i moście nad Notecią:


który dobrze pamiętam z zeszłego wyjazdu nad morze. Następnie jedziemy do Trzcianki, gdzie robimy przerwę pod biedronką i kierujemy się dalej na Wałcz. Po drogę już pamiętam. Przypominają mi się miejsca, gdzie w zeszłym roku robiliśmy przerwę, gdzie łataliśmy moją dętkę itp :)No i oczywiście zmianę województwa:


Po pewnym okresie czasu dojeżdżamy do samego Wałcza robimy przerwę również pod biedronką, ale nic nie kupujemy. Tylko rozbieramy się gdyż się zrobiło już naprawdę ciepło :) Dalej jedziemy na DK 22 po drodze mijając znaki na Kołobrzeg nawet przyszła mnie ochotą, żeby w nią skręcić( ach te wspomnienia :)Po chwili myślę coś jest nie tak:


Jednak się uspokajam, bo to tylko miasto xD


W samej Szwecji skręcamy na Sypniewo po drodze zaczyna gęsto kropić i po chwili zmienia się to w grad i mocny deszcz schowaliśmy się do lasu. Niestety również zmokliśmy. Czy to jest winowajca tego Deszczu??



Po chwili zjeżdżamy w polną drogę, aby zrobić fotki bunkrów. Fotki będą i Mateusza chyba ;p W końcu docieramy do Sypniewa, gdzie pytamy się o drogę do Kłomina, gdzie dojeżdżamy po chwili. Pierwszy cel wycieczki zrealizowany:










Dalej jedziemy do Nadarzyc, gdzie robimy przerwę obiadową i jedziemy dalej po prawej stronie widzimy straszne burzowe chmury. My po chwili docieramy do Bornego, czyli 2 cel naszej wycieczki:

W mieście jedziemy do sklepu i przygotowani w jeździe w burzy kierujemy się dalej, po drodze mijając cmentarz radziecki:

Opis linka

Przy cmentarzu pytamy się miejscowych strażników miejskich o drogę do Piły. Niestety oni nas informują, że drogą, którą my wybraliśmy w pewnym momencie się kończy więc do Piły albo z powrotem albo przez Szczecinek. My wybieramy opcje nr 2 po z Szczecinka mamy również pociąg. Do samego miasta jedziemy w deszczu DK 20. Docieramy o 18.15, pociąg mieliśmy o 18.36, więc od razu kupujemy bilety, tutaj mała niespodzianka bilet na rower jedyną złotówkę. Pociąg przyjechał punktualnie no i w drogę:



Po drodze słuchając muzyki Macieja (mi się koma rozładowała) trochę się przysnęło :) Obudziłem się tak na dobre kilka km przed Obornikami. Po chwili byliśmy już w Poznaniu. Wycieczka pociągiem całkiem przyjemna :)

W Poznaniu meldujemy się planowo o 21.46 i jedziemy do domu.

Dzięki panowie za super wycieczkę. Mam nadzieję, że nie długo przyjdzie znowu okazja na jakąś 200km :) Pozdrawiam serdecznie :)


Poprzedni rekord => To TU :)

Majówka w Wolsztynie- Rekord sezonu :)

Sobota, 1 maja 2010 | dodano:01.05.2010Kategoria Ze zdjęciami, 200-300km
Km:207.33Km teren:2.00 Czas:07:24km/h:28.02
Pr. maks.:48.20Temperatura: HRmax:(%)HRavg(%)
Kalorie:kcalPodjazdy:mRower:Kellys Magic
Wycieczka planowana w sumie dość długo. Szczegóły opracowane w tym tyg. Tak więc jedziemy w 7 osobowym składzie: Jarzyna, Szczesny, Młody, Łukasz, Banan , Sąsiad i ja :)

Pobudka o 4 rano. Małe śniadanie, szybka herbata, spakowanie jedzenia i o godzinie 5 przyjeżdża Szczesny z Bananem i sąsiad :) W 6 osobowym składzie ruszamy w kierunku Stęszewa, gdzie czeka na nas Łukasz, no i już w 7 jedziemy Dk32 do Strykowa, gdzie odbijamy na Modrze. Robimy tam 1 przerwę:



Dalej kieujemy się na Maksymilianowo dalej na Kamieniec i na Wielichowo, tam robimy 2 przerwę w sumie również krótką, bo gryzą komary itp. Z Wielichowo jedziemy już do samego Wolsztyna, trasa znana z zeszłego roku. Po pewnym czasie docieramy do 1 celu naszej podróży:


Później do Parowozowni na chwilę, i ruszamy do 2 celu naszej wyprawy:


Jechało się świetnie brak wiatru piękny asfalt i dużo mocy w nogach. Po drodze zostali Piotr z Łukaszem. My natomiast po zrobieniu fotki przy tablicy pojechaliśmy do Kargowej pod Kościół. W drodze powrotnej spotkaliśmy 2 szosowców i usiedliśmy im na kole i z prędkością około 48km/h jechaliśmy za nimi jakieś 2-3km i daliśmy sobie spokój. Co będziemy ich zawstydzać, że nie mogą nam uciec :P Jechaliśmy dalej teraz ja narzuciłem mocne tempo. Na kole mi usiadł młody i Jarzyna. Parę km przed Wolsztynem dostaje telefon, że Szczesny złapał gumę, ale dadzą sobie radę. My w Wolsztynie pojechaliśmy do Banana i Łukasza, którzy byli koło sklepu. Poczekaliśmy chwilę i przyjechał Szczesny z Arturem, więc poszliśmy zjeść coś ciepłego:


W moim wykonaniu były to 2 hamburgery :)

Pojechaliśmy zrobić fotki parowozów:


i około godziny 14 ruszamy do domu. Jedziemy tą samą trasą jedzie się znacznie lepiej, bo jedziemy z lekkim wiatrem. Po drodze robimy przerwę w Wielichowie, bo tam był sklep otwarty :) Następną krótką przerwę robimy w Modrzewiu jedziemy:


w stronę Stęszewa. Tam idę do Wc na stacji, również tam się rozdzielamy Szczesny i Piotr jadę w kierunku Poznania, a my na Buk. Po drodze Łukasz od nas się odłącza, a my jedziemy w kierunku domowym. Na 3km przed domem mój brat łapie , tak więc dzwonimy po transport i już wraca samochodem. Sąsiad i ja jedziemy do Komornik odprowadzić Jarzynę :)


Podsumowując:
1. Rekord sezonu pobity :)
2. Czasami niestety kropiło :(
3. Jestem bardzo zadowolony ze swojej formy :)
4. Ekipa w 100 % się spisała :)
5. Już się nie mogę doczekać następnego większego wyjazdu :)
6.W domu byłem koło 18.30
7. Więcej fotek dodam jak znajdę trochę czasu :)

Dzięki za wspólną całodniową wycieczkę :)

Poznań-> Wrocław + woj. Opolskie, czyli nowy rekord :D

Czwartek, 27 sierpnia 2009 | dodano:28.08.2009Kategoria 300-400km, Ze zdjęciami
Km:334.50Km teren:0.00 Czas:13:44km/h:24.36
Pr. maks.:50.70Temperatura: HRmax:(%)HRavg(%)
Kalorie:kcalPodjazdy:mRower:Kellys Magic
Poprzedni rekord ->klik

W końcu nadszedł ten dzień aby zrobić 300km w 24h. Przy okazji chcieliśmy zrobić ,,nockę" Co do wycieczki:

Ekipa (niestety 2 osobowa [tylko]): Mateusz (klik do jego relacji) i ja. :D

Wyjechaliśmy o godz. 23:10. pojechaliśmy do Jarzyny po moja dętkę i około 23:45 ruszmy już w prawdziwą trasę ( Droga znana z przed ostatniej 200-tki) Jedziemy przez Mosina i w Czepinu robimy 1 przerwę:


Dalej jedziemy lasami kompletna ciemność byliśmy zdani tylko na swoje lampki :D
Mamy około godziny 1 kiedy zaczyna kropić. Przecież z cukru nie jesteśmy jedziemy dalej.Jesteśmy w środku ciemnego lasu a tu zaczyna padać mocniej. Stwierdziliśmy, że w 1 ,,jasnej" miejscowości robimy przerwę na jakimś przystanku:

Jak już mieliśmy jechać nadeszło oberwanie chmury (filmik jest u Mateusza). Lało lało i nie chciało przestać no taj ja poszedłem spać :P Później się się okazało, że spędziliśmy tam 2 h :D Ruszamy dalej jest strasznie zimno. Jedziemy ile sił w nogach, aby się rozgrzać. Dojeżdżamy do Leszna gdzie robimy krótka przerwę na stacji benzynowej i jedziemy dalej. Jeszcze w ciemnościach przekraczamy granice Wielkopolski:

Dalej docieramy do Góry gdzie robimy krótka przerwę przed zamkniętą biedronka i jedziemy dalej. W końcu docieramy do przeprawy promowej:


Mieliśmy szczęście bo pływa co 45min a my byliśmy 6 min przed odpłynięciem :D Dalej jedziemy dobrze mi znana droga do Rudnej (wracałem tędy z wakacji samochodem z Rodzicami) Pojechaliśmy zobaczyć zbiornik poflotacyjny:


Następnie docieramy do Lubina, gdzie robimy przerwę w McDonaldzie na śniadanie. Po posileniu jedziemy drogą krajowa nr 36 do Prochowic, a dalej drogą 94 do Środy Śląskiej (gdzie robimy zakupy w biedronce), a w Wielkopolskiej jeszcze nie byłem :P


Jedziemy dalej remontowaną krajówka co ileś km kotka przerwa na światłach, aż w końcu docieramy do Wrocławia:


Przez sam Wrocław jechaliśmy około 1h w końcu wyjechaliśmy na znowu na drogę 96.
Jedziemy przez Oławę i docieramy do głównego naszego celu naszej wyprawy, czyli do Województwa Opolskiego(ok 5km przed brzegiem)


No i czas powrotu do Wrocławia. W Wrocławiu odwiedziliśmy Katedrę:

I pojechaliśmy na Stary Rynek coś zjeść:

Następnie zadzwoniłem do córki mojej kuzynki, aby nas zaprowadziła do mojej Cioci. Nie mam to jak mieć 300km przejechane i gonić tramwaj :P Oczywiście bez łamania przepisów się nie obyło :P Dotarliśmy do mojej Cioci, pogadaliśmy wypiliśmy kawę i udaliśmy się na dworzec PKP. Szukaliśmy go około 30 min po dotarciu zakupiliśmy bilety, ale niestety już nie zdążyliśmy pojeździć po Wrocławiu. Udaliśmy się na peron po i wsiedliśmy do wagonu. Po chwili dostaliśmy info, że na samym końcu jest wagon rowerowy :D


Oczywiście był cały pusty cały dla nas :D

Z dworca do domu przez Górczyn Komorniki :D

Podsumowując:

Wyjazd baaardzo udany. Prawie 2 noce zarwane, zmęczenie duże chociaż do 400km może bym dobił :D

Za województwo... i nowy rekord życiowy...

Poniedziałek, 27 lipca 2009 | dodano:27.07.2009Kategoria Ze zdjęciami, 200-300km
Km:218.50Km teren:0.00 Czas:07:49km/h:27.95
Pr. maks.:51.00Temperatura: HRmax:(%)HRavg(%)
Kalorie:kcalPodjazdy:mRower:Kellys Magic
Pobiłem poprzedni rekord o około 11km, ale zawsze :D
W związku z tym, że wczoraj miałem 17 urodziny, postanowiłem zrobić sobie mały prezent...
Wczoraj przyjechali do mnie Mateuszowie i ustalaliśmy trasę. Chciałem coś nowego pojechać tam gdzie jeszcze nigdy nie bylem rowerem. W końcu wypadło na Leszno no i od razu odwiedziny województwa Dolnośląskiego,ale przejdźmy do trasy:

Pobudka w moim przypadku 4.05 ubrałem się wypiłem herbatę i o 4.40 wyjechałem do Mateusza, ponieważ na 5 byliśmy umówieni. Drugi Mateusz miał małe opóźnienie, gdyż zamknęli mu przejazd. W końcu o godzinie 5.10 wyruszamy. Kierujemy się na Niwkę, później przez Puszczykowo do Mosiny. Tam odbijamy na Czempiń i po 27km ( nie licząc dojazdu do Jarzyny) robimy 1 postój:


Po około 10 min ruszamy dalej na Racot i robimy 2 w tym przypadku wymuszona przerwę, gdyż miałem potrzeba nie cierpiąca zwłoki ;p. Wykorzystując ten postój trochę się posililiśmy.
No i ruszmy dalej troszkę pod górkę ale za chwile z górki oraz pod wiatr (na szczęście słaby). Jadąc z prędkością ok. 28-32km/h docieramy do Osieczna. Tam robimy nasza 3 przerwa na licznikach mamy niecałe 70km.:

Po posiłku jedziemy dalej w kierunku Leszna. Po 9 km docieramy do 1 celu naszej podroży:


Następnie kierujemy się do Centrum Leszna, gdzie zatrzymujemy się McDonaldzie:D. Po posiłku Kierujemy się na Górę, po drodze robiąc zakupy w biedronce. Nareszcie docieramy do 2 celu naszej podróży:

Po zrobieniu zdjęć wszystkich tablic ruszamy do 3 celu naszej wycieczki, czyli do większego miasta jakim jest Góra. W Górze zatrzymujemy się przed kościołem św Katarzyny, a później robimy zakupy w biedronce. Wszystkie cele osiągnięte, więc ruszamy do domu. Jedzie się o niebo lepiej nie dosyć ze z wiatrem to praktycznie z górki. Prędkość dochodzą nawet do 40km/h. i po około 30 min jesteśmy znowu w Lesznie, czyli znowu do Maca :D

Ruszamy w kierunku Wojnowic po drodze robiąc jedną przerwę. W Wojnowicach odbijamy na Gryżyny. Jedzie się cały czas idealnie. W końcu docieramy do Czempinia. Pod drodze robiąc przerwę. Ja nawet czasami znajduje siły żeby bawić się w ucieczkę przed peletonem, ale zazwyczaj mnie Szczesny dogania ;p. W Czempiniu robimy dłuższa przerwę i zakupy znowu w biedronce ;p.

Dalej kierujemy się na Mosinę, a później na Puszczykowo. Szczesny miał jeszcze siły , żeby gonić jakiegoś kolarza :D. No i po 7h jazdy docieramy z powrotem do Jarzyny ja idę do niego zgrać sobie fotki, a Mateusz jedzie do domu. Jeszcze znalazłem siły zęby jechać do 2 Mateusza po zdjęcia.;p I o godzinie 18.20 ruszam do domu.

W domu jestem o 18.55. Do jedzenia miałem 12 batoników musli z biedronki oraz 4 skibki chleba i ciastko z MaCa ;p.Łącznie wypiłem z 4l wody.

Wyjazd bardzo bardzo bardzo udany na pewno dzięki ekipie za co wam bardzo dziękuje.

kategorie bloga

Moje rowery

Canyon Roadlite 7836 km
Canyon AL 6.0 834 km
Komunijny :)
Kellys Magic 31165 km
Połykacz kilometrów. 1710 km

szukaj

archiwum